Po co komu coaching?

Jest wiele definicji coachingu. Mnie najbardziej podoba się ta, że coaching jest partnerstwem, gdzie ja jako coach z szacunkiem i życzliwością inspiruję i towarzyszę Tobie – klientowi w Twoich dążeniach do osiągnięcia wyznaczonego czy wymarzonego celu.

Nie znam drugiej takiej relacji, gdzie uwaga zarówno coacha, jak i samego klienta są tak bardzo skierowane na KLIENTA. Nie jest ważne co ja myślę. Ważne jest co myślisz i czujesz Ty. Z moją pomocą robisz przegląd swoich zasobów, tych wewnętrznych i tych zewnętrznych oraz co można nimi osiągnąć. Kiedy wyobrażam sobie najbardziej życzliwych przyjaciół czy rodziców to prawdopodobnie kiedy przyjdziesz do nich omówić jakąś sprawę będą proponować Ci rozwiązania. Z najlepszą intencją, że robią to dla Twojego dobra. Ale kiedy to Ty, po przemyśleniach, po pytaniach jakie Ci zadam sam wpadniesz na najlepsze dla siebie rozwiązanie, to jest tego rodzaju olśnienie jakie miał Archimedes odkrywając w wannie prawo wyporności i wołając Eureka – ZNALAZŁEM! Satysfakcja – bezcenna. Motywacja do wprowadzenia zmiany – jak żadna inna!

Czy wiesz, że za ojca coachingu uważa się Sokratesa?

Już w IV p.n.e. Sokrates głosił, że człowiek jest źródłem niewyczerpanej mądrości. Dlatego swoich uczniów zachęcał bardziej do zadawania pytań, niż do spieszenia z odpowiedziami. To właśnie dlatego coachowie zadają tak wiele pytań. Słynne pytanie Sokratesa – „Czym jest dobre życie?” zmienię nieco i zapytam – czym dla Ciebie jest dobre życie?

Poszukiwanie odpowiedzi na pytania, których nigdy wcześniej nie zadaliśmy sobie zmienia nasz mózg tak, że możemy działać inaczej i tym samym kształtować nowe doświadczenia. Czasem nie jest nawet potrzebny coach. Poproś bliską Ci osobę, aby poszła z Tobą w miejsce gdzie bywasz rzadko i przez godzinę lub dwie zadawała Tobie pytania. Na przykład: Czego chcesz? Czego potrzebujesz? Po wielokroć jedno i to samo pytanie. Będziesz sięgać do swojego wnętrza głębiej i głębiej, aż w końcu odkryjesz czego potrzebujesz i czego pragniesz. A jeśli  przedtem zirytuje się Twoje ego, to być może w złości wystrzelisz rozwiązanie jakiego na spokojnie nigdy byś nie wygenerował. I tak też będzie dobrze!

Jest coś wyjątkowego w wypowiadaniu na głos swoich celów i zapisywaniu ich. Kiedy pozostają tylko w naszych myślach, kiedy planujemy tylko w swojej głowie – rozmywają się. Ale kiedy mówimy je na głos, w dodatku drugiej osobie i zapisujemy je – działają jak swojego rodzaju azymut. Łatwiej tam kierować się i dotrzeć. Z coachem dzieje się to szybciej i jest zwyczajnie raźniej jak raźniej robi się razem różne rzeczy w życiu codziennym. Jeśli sportowiec ma swojego trenera, dlaczego Ty i ja nie mamy mieć swojego? Tak, tak – ja czasem też idę pogadać z innym coachem.

Marzę o tym, że kiedyś w szkołach psychologia będzie takim samym przedmiotem jak matematyka czy biologia i że zadawanie pytań w sposób coachingowy będzie elementem powszechnego nauczania. Po co? Po to, że kiedy powiesz przyjacielowi, że masz jakiś kłopot, to on nie powie Ci „nie martw się, będzie dobrze”, albo „powinieneś zrobić tak i tak” tylko zada Ci kilka pytań. Na przykład: Jakie masz opcje i która teraz jest Ci najbardziej bliska?

Jeśli wolisz porozmawiać o tym z kimś obcym, z profesjonalistą, a mój życiorys i to co piszę wydają Ci się sensowne – zapraszam. Ewa Woydyłło-Osiatyńska, znana polska psychoterapeutka potwierdza, że lepiej rozmawia się z osobami niemającymi z nami związków emocjonalnych. O coachach mówi: „On wie, że osiągnięcie celu daje taką porcję adrenaliny, tak bardzo uszczęśliwia, że człowiek jest w stanie przenosić góry. To poczucie jest warte zachodu.”

Kiedy ludzie korzystają z coachingu?

Tyle ile ludzi tyle powodów i każdy z nich jest dobry. Poniżej wymieniłam kilka, które przewijają się częściej, żebyś nie myślał, że tylko Ty tak masz. Z coachingu warto skorzystać gdy:

– pragniesz czegoś, masz marzenie, ale ciągle odkładasz je na przysłowiowe jutro – najbardziej zajęty dzień w roku. Jutro zmienia się w miesiące/ lata i czujesz się z tym coraz gorzej

– nie lubisz obecnej pracy (czujesz, że to nie to, że się nie rozwijasz, nie wykorzystujesz swoich mocnych stron, że tracisz energię do życia lub że pomimo wielu starań nie jesteś adekwatnie wynagradzany lub nie awansujesz)

– chcesz lepiej godzić życie prywatne z życiem zawodowym, dylemat m.in. wielu pracujących rodziców

– czujesz się nie wystarczająco gotowa/y do sprzedawaniu swoich produktów lub usług i branie za to godziwego wynagrodzenia, dylemat wielu kobiet

– chcesz poprawy relacji z innymi ludźmi

– chcesz coś zmienić, ale nie potrafisz sprecyzować co

– stoisz przed ważną decyzją życiową

– prowadzisz firmę i potrzebujesz rozmowy, upewnienia się w decyzjach, sposobów na zmianę (tu oferuję zarówno coaching, jak i mentoring z racji swojego wieloletniego doświadczenia w pracy z przedsiębiorcami),

–  chcesz/ potrzebujesz mieć lepsze wyniki w pracy lub lepiej dogadywać się z współpracownikami (częste cele stawiane przez firmy w coachingu pracowników, menedżerów).

Czy mnie na to stać?

Coaching w Polsce jest coraz bardziej popularny, a wraz z tą popularnością stał się dostępny cenowo. Jedna sesja kosztuje tyle ile być może wydajesz w sobotnie popołudnie wychodząc ze znajomymi na miasto, a panie wydają na fryzjera czy kosmetyczkę. Czasem to wystarczy dla chwilowego polepszenia samopoczucia, ale czasem warto porozmawiać z coachem. Wtedy zapraszam Cię na swój hamak. Dlaczego akurat tam? Bo rzadko mamy okazję odpocząć w sielskim otoczeniu, wśród bujnej przyrody i pomyśleć o swoim życiu. To odskocznia od codziennego zgiełku i dużej ilości zadań jakie stoją przed nami każdego dnia. Oczywiście możemy rozmawiać na kanapie, albo na spacerze w lesie – jak wolisz. Ale czasem ja coś zaproponuję, żeby wyjść poza rutynę, zobaczyć rzeczy nowym oczami. Najważniejsze to nie żyć na autopilocie ? Tego Ci życzę i do zobaczenia. Choć raz w życiu warto spróbować co daje praca z coachem.

Czasem potrzebny jest ten jeden klik

Follow my blog with Bloglovin

puzzle-1020386_1280Że koktajle owocowo-warzywne są super zdrowe i smaczne wiem od dawna. I ogólnie uwielbiam tego typu miksy i owocowo-warzywne smaki. Ale tak się jakoś złożyło, że jeszcze dotąd nigdy takiego nie zrobiłam. Z zawstydzeniem przyznaję, że od 2 lat posiadam nawet odpowiedni blender i nic. Owszem kilka lat temu robiłam koktajle truskawkowo-malinowe na kwaśnym mleku i kefirze, kilka razy zrobiłam wyciskany sok z pomarańczy, ale to nie to samo.

Idę zrobić sobie paznokcie przed Świętami, a moja manicurzystka, Pani Iga ma w kuchni całe 2 litry zielonego koktajlu owocowo-warzywnego. Mówi, że przygotowuje sobie taki kilka razy w tygodniu i pije potem przez cały dzień. Oczywiście codziennie trochę inny dla urozmaicenia. Czasem taki koktajl wystarcza jej jako drugie śniadanie. Mówi, że odkąd je pije czuje dużo więcej energii. Jej koleżanka od picia koktajli schudła, a nie robiła nic więcej.

Ale mnie ruszyło! W moim koszu na owoce leżą już od dawna zapomniane pomarszczone jabłka, na które przestałam mieć ochotę, dojrzałe gruszki, takie w sam raz, i kilka przejrzałych bananów. W zamrażarce jarmuż, który nie jest zbyt smaczny, ale bardzo zdrowy, a w ogródku mam jeszcze pietruszkę. Mróz jej nie szkodzi. Przy okazji późnych zakupów chleba nabyłam też kiwi i mandarynkę. I wrzuciłam to wszystko do blendera. Jabłko i gruszkę ze skórką, żeby było szybciej. Kupowane z zaufanego źródła, więc można. Wiecie, że to moje ulubione słowo? 😉 Całość przygotowania zajęła mi może 5-7 minut, koktajl wyszedł świetny i … zastanawiam się dlaczego nie zrobiłam tego prędzej?

I nie znajduję innej odpowiedzi jak tylko to, że czasem potrzebny jest ten jeden klik. I ja dzisiaj dziękuję za niego, Pani Igo!

P. S. Przez okres Świąt zastanawiałam się jeszcze nad tym, chcąc nazwać to co się wydarzyło jakoś poważniej. I doszłam do wniosku, że czasem zwyczajnie potrzebny jest drugi człowiek, żeby pokazać nam, że coś co wydawało się trudne, jest tak naprawdę łatwe. Może to być coach, mentor, a może to być po prostu jakaś inna spotkana osoba.

Potwierdza to również stare przysłowie: Wszystko jest trudne nim stanie się łatwe.

REPORTAŻ: Kręgosłup pracownika? Taki sam jak dyrektora, czyli jak działają wielkopolskie firmy, które stawiają na ludzi

Follow my blog with Bloglovin

Kręgosłup pracownika?

Taki sam jak dyrektora, czyli jak działają wielkopolskie firmy, które stawiają na ludzi

arch. Schattdecor

Zatrzymuję się przy wjeździe i mówię, do kogo przyjechałam. Jestem miło powitana z imienia i nazwiska. Pierwsze zaskoczenie. Wysiadam z samochodu. Niedaleko mnie przechodzi pracownik ubrany w roboczy strój i mówi mi „Dzień dobry”. Zaskoczenie drugie. Po prawej stronie od głównego wejścia widzę spory staw z liliami wodnymi i skalniaki. Trawnik jest zadbany, a wokół stawu krząta się dwóch ogrodników. Jestem tuż przy drodze szybkiego ruchu w przemysłowej części Tarnowa Podgórnego, a czuję się jakbym przeniosła się do jakiegoś równoległego świata. Jak tu sielsko – uzmysławiam sobie. Zaskoczenie trzecie. Spotka mnie ich tu jeszcze wiele.

Półokrągła ściana ze szkła, szeroka na kilkanaście metrów. Przez nią widać drugi staw, drewniany mostek, ławeczkę i piękną zieleń. Latem czynna jest jeszcze fontanna. Jestem urzeczona miejscem. To nie romantycznie położony zajazd, tylko kantyna dla pracowników firmy Schattdecor. W środku wielka, żółta, designerska sofa, która pomieści ze 20 osób oraz długi wspólny stół, przy którym w przerwie razem zasiadają pracownicy, menedżerowie czy Prezes firmy. Ten wspólny stół jest symbolem filozofii właściciela, Waltera Schatta, którą można podsumować stwierdzeniem, że trzeba lubić ludzi. Uśmiecham się, kiedy słyszę te słowa, bo dwa dni wcześniej czytałam wywiad z Solange Olszewską, właścicielką podpoznańskiego autobusowego giganta Solaris Bus & Coach, która idzie jeszcze dalej i mówi: „Trzeba kochać ludzi i to, co się robi”.

Witalność

Ale trzeba kochać mądrze. Schattdecor jest drukarnią papierów dekoracyjnych i folii dla przemysłu meblarskiego. Wielu drukarzy pracuje tu na stojąco. Jednym z najważniejszych obszarów zainteresowania ludźmi, na które wskazuje Katarzyna Brylczak, Kierownik Działu Personalnego, jest dbanie o ich… witalność. Chcemy, aby pracownik w wieku 60 lat mógł wykonywać te same zajęcia, które wykonywał, gdy miał 40 lat. Dlatego tak ważne są zdrowe plecy. Firma przygotowuje się do kompleksowego programu wspierającego zdrowe plecy, który zostanie poprzedzony dokładną diagnozą.

– Zatrudnicie fizjoterapeutę? – pytam zaciekawiona.

– Nie wykluczam tego – odpowiada K. Brylczak, uśmiechając się lekko. Po otrzymaniu wyników diagnozy wybierzemy najbardziej optymalną opcję.

Oprócz prywatnej opieki medycznej, szczepień wykonywanych w siedzibie firmy, w której jest też pokój medyczny, Schattdecor zachęca swoich pracowników do zdrowego stylu życia. Jak podkreśla jednak K. Brylczak: zachęca, nie narzuca. Kierownictwu zależy na tym, aby pracownicy aktywnie angażowali się w dbanie o własne zdrowie.

arch. Cognifide Polska

– Na przykład rok temu postanowiliśmy zachęcić do zdrowego odżywiania i przez parę miesięcy kupowaliśmy pracownikom jabłka. Uczenie ludzi zdrowych nawyków to proces długoterminowy i działa jak efekt kuli śnieżnej. Na konsultacje z dietetykiem zgłosił się raptem jeden pracownik produkcyjny. Ale zadowolony z efektów pochwalił się kolegom i zachęcił do udziału kolejne osoby. Bardzo nas cieszy to, że ludzie nawzajem zachęcają się do wartościowych działań. O to właśnie nam chodzi. O umożliwienie doświadczania różnych rzeczy, nie o wyręczanie ludzi. O edukację, ale w nienachalny sposób, podkreśla K. Brylczak.

W ramach integracji organizujemy dla naszych pracowników m.in. kajaki, grzybobranie, warsztaty gotowania, z zapachów, savoir vivre czy sommelierskie. Są to zajęcia w czasie wolnym, współfinansowane przez firmę i dla chętnych – dodaje.

Solange Olszewska również propaguje zdrowy styl życia. Od produkcji bezemisyjnych pojazdów po promocję zdrowej żywności. Ma gospodarstwo ekologiczne, które założyła na potrzeby swojej rodziny. Nazwała je Zagroda Szczęśliwych Zwierząt. Szybko okazało się jednak, że gospodarstwo wytwarza więcej niż potrzebuje rodzina Olszewskich, dlatego otworzyła mały sklepik ze zdrową żywnością tuż przy wejściu do fabryki. I dzieli się swoimi płodami z pracownikami.

Szacunek do ludzi

Na każdym kroku widać dbałość o ludzi. Wnętrza w firmie są niesamowicie estetyczne. Nawet łazienka, śmietankowa, jasna i ciepła, zrobiła na mnie wrażenie. Nie wiem, czy bardziej jej zapach, designerski wystrój czy krem do rąk stojący obok mydła, jakbym była w domu. Wszystkie fotele w biurach są równe, bo jak mówią, kręgosłup pracownika jest dokładnie taki sam jak dyrektora. Nie znajdzie się więc tu czarnego skórzanego dyrektorskiego fotela.

– Na Boże Narodzenie pracownicy dostają takie same prezenty jak klienci firmy. Nie ma żadnego różnicowania – podkreśla K. Brylczak. – W grudniu zapraszamy też wszystkich naszych pracowników wraz z partnerami na spotkanie świąteczne. Rozmawiamy, cieszymy się z wspólnego przebywania, ale również wyróżniamy tych, którzy zgłosili pomysły na usprawnienie działania firmy. Przekazujemy im publiczne uznanie oraz nagrody.

Charakterystyczna dla firmy jest duża ilość zieleni, szczególnie doceniana przez pracowników latem, bo łatwiej znosić upały. Ja doceniłam ją również jesienią i wyobrażam sobie, że kiedy śnieg przykryje choinki, mostek i ławeczkę, wrażenie też może być niesamowite. Wszystkie zakłady na świecie wyglądają podobnie, żeby komfort pracy ludzi w Polsce, w Niemczech, jak i każdym innym kraju był dokładnie taki sam.

Nieszablonowy design w Pyzdrach

Trzydziestotrzyletni Patryk Strzelewicz jest właścicielem pięćdziesięcioosobowej firmy Q-workshop produkującej kostki do gry oraz współwłaścicielem i Prezesem biura projektowego Mindsailors. Impulsem do zmiany siedziby Q-workshop był moment, gdy zobaczył, jak pracownicy stawiają tace z nowo pomalowanymi kostkami na ziemię, bo zabrakło miejsca na stołach. Ten widok uzmysłowił mu jak bardzo rozrosła się jego firma.

– Decyzja o poszukaniu nowej, większej siedziby została podjęta w miesiąc. Część produkcji jest już przeniesiona, a część jeszcze nie, ale efekt jest fantastyczny – mówi P. Strzelewicz. – Już nie mogę się doczekać jak cała firma będzie w nowej siedzibie! Fajnie się patrzy, gdy pracownicy angażują się w remont, żeby dodać coś od siebie, i decydują, jak to ich wnętrze ma wyglądać. Serce mi rośnie, bo widzę, jak oni się cieszą, że będą pracować w lepszych warunkach. To, co już jest, wygląda bardziej jak bank niż jak firma produkcyjna. Dziewczyny przychodzą do pracy ładnie ubrane, nawet na szpilkach i widać, że dobrze czują się w tym miejscu. Na ostatnim spotkaniu wigilijnym pracownicy przyszli do mnie i sami z siebie powiedzieli, że doceniają jaką mają pracę, na jakich warunkach i w jakiej atmosferze. To było dla mnie bardzo budujące. Przy okazji przeprowadzki poprosili nas o porządny ekspres do kawy. Chwilę to trwało, zanim go dostali, bo to był wydatek kilku tysięcy złotych i droga umowa serwisowa. Ale teraz miło się patrzy, kiedy dziewczyny w czasie przerwy plotkują roześmiane, stojąc w kolejce po kawę w naprawdę pięknej kuchni – dodaje.

Kiedy to słyszę, przypomina mi się firma, w której w przerwie na kawę pracownicy rozmawiali o tym, jakie kto bierze środki na uspokojenie, bo taką mieli stresującą pracę. Miło słyszeć, że tego szefa cieszą roześmiane pracownice.

Muruję. A ja buduję katedrę

W 2014 roku Frederic Laloux, kiedyś partner w znanej firmie konsultingowej McKinsey and Company, obecnie doradca wielu międzynarodowych koncernów, wydał książkę Pracować inaczej. Znalazł i przeanalizował firmy, w których zarządza się „inaczej”. Efektem takiego zarządzania jest ponadprzeciętna skuteczność oraz ludzie odczuwający satysfakcję z pracy. Firmy te swoje działania opierają w dużej mierze na własnej intuicji i na eksperymentowaniu, bo temat nie był szeroko opisywany przed Laloux.

W Polsce mamy również takich eksperymentatorów. Profesor Andrzej Blikle już w latach 90. zarządzał rodzinną firmą poprzez próby angażowania swoich pracowników w usprawnianie ich własnej pracy. Profesor uważa, że zaangażowanie i poczucie sensu są w pracy kluczowe. To samo potwierdza Marcin Łaciak, Kierownik ds. Rozwoju Organizacji nowotomyskiego producenta automatyki przemysłowej Phoenix Contact. M. Łaciak, psycholog z wykształcenia, wraz zespołem menedżerów przekonał się, że era zarządzania kijem i marchewką się skończyła.

– Jeśli firma chce działać długofalowo, to jej największym wyzwaniem jest przekierowanie uwagi pracowników z motywacji zewnętrznej na motywację wewnętrzną. To nie podwyżka czy premia sprawia, że ludzie chętnie podejmują się proaktywnego sposobu działania. Każdemu pracownikowi zadajemy pytanie, czy czuje, że robi coś ważnego, czy jego praca wpływa na czyiś los. Przykładowo w firmie produkujemy złączki elektryczne. Jak złączka może wpływać na czyiś los?

– Może! – mówi M. Łaciak. – To ważny komponent używany do produkcji pociągów, a pociągi mają bezpiecznie przewozić ludzi. Dlatego pracownik, który produkuje złączki ma w tyle głowy, że jego praca zapewnia bezpieczeństwo transportu innych ludzi i że każda złączka jest tak samo ważna, bo będzie umieszczona w jakimś pociągu.

Gdy to usłyszałam, przypomniała mi się anegdota. A może jest to prawdziwa historia? Zapytano dwóch murarzy, co robią. Pierwszy z nich odpowiedział po prostu:

– Muruję. Nie widać?

Drugi z dumą odpowiedział:

– Ja buduję katedrę!

Czuję, że dokładnie o to chodzi Łaciakowi. Widać, że żyje wprowadzaniem nowych sposobów zarządzania i może opowiadać o tym godzinami. Trudno się do niego dodzwonić. Próbowałam chyba z pięćdziesiąt razy. Mówi, że prawie nigdy nie pracuje przy biurku.

– Mam dwadzieścia minut, możemy rozmawiać – odpowiedział. Przegadaliśmy czterdzieści minut i umówiliśmy się na kolejne spotkanie z oprowadzaniem po firmie.

Frajda

W Phoenixie wprowadzono Lean Manufacturing, metodę optymalizacji przepływu materiałów.

– Brzmi bardzo przedmiotowo, ale wbrew pozorom jest częścią mądrego zarządzania ludźmi. Zwiększamy autonomię pracowników w obszarach ich pracy i zachęcamy do samodzielnego doskonalenia i eksperymentowania. Liczymy się z tym, że mogą popełniać błędy. Chcemy, aby te błędy ich uczyły, bo najważniejsze są długofalowe efekty, które takie eksperymentowanie może przynieść.

– Co sprawia, że ludziom chce się u was pracować? – pytam.

– Umożliwiamy odczuwanie satysfakcji z samodzielnego podejmowania decyzji, frajdę – odpowiedział mój rozmówca – a dzięki nim dumę ze swojej pracy.

Firma podkreśla, że dba o rozwój pracowników. Każdy z nich przechodzi serię szkoleń, a jeśli ma dobre wyniki w pracy, jest szkolony i przygotowywany na wyższe stanowisko. Kiedy nadarza się okazja, jest od razu gotowy, aby je objąć. Jedynym kryterium są efekty bieżącej pracy. Nie jest nim ani wiek, ani płeć.

– I tu mamy ciekawe doświadczenia. Kiedyś mieliśmy mocny podział na stanowiska typowo kobiece i typowo męskie. To się powolutku zmienia. W firmie pracuje wiele pań uzdolnionych technicznie, na przykład na stanowiskach operatorek i robią karierę w obszarach tradycyjnie uważanych za męskie, opowiada M. Łaciak. – Firma dofinansowuje też studia, bo wiemy, że nie wszyscy uzdolnieni pracownicy mieli możliwość studiowania za młodu. U nas mają.

Dzielenie się dobrymi praktykami

Wszyscy trzej wielkopolscy pracodawcy reprezentujący przemysł komunikacyjny: Solaris, Volkswagen Poznań i Phoenix Contact aktywnie współtworzą programy nauczania w szkołach technicznych i na studiach. Korzystają na tym wszyscy: młodzież, która uczy się realnych umiejętności i poznaje potencjalnych pracodawców, szkoły, które kształcą zgodnie z potrzebami dzisiejszego biznesu i wypuszczają na rynek użytecznych absolwentów, oraz sami pracodawcy, którzy mają dostęp do dobrze wyszkolonych ludzi, dokładnie takich jak potrzebują. Ale nie tylko w tym zakresie firmy dzielą się wiedzą. Przy okazji rozmowy z Volkswagen Poznań zostałam zaproszona na otwartą konferencję o różnorodności w firmach. Po co to robią? Po prostu, żeby dzielić się swoimi dobrymi praktykami ze wszystkimi, którzy chcą tego słuchać. Z odpowiedzialności biznesowej. Phoenix z entuzjazmem dzielił się ze mną swoimi doświadczeniami z zarządzania. Zarówno tymi, które się udały, jak i tymi, które się nie udały.

– Chcemy być organizacyjnie sprawniejsi od firm na Zachodzie – mówi M. Łaciak.

No właśnie. Nie wiem, czy to książka Laloux, czy wreszcie ten etap rozwoju biznesu w Polsce sprawiły, że temat korzyści z dbania o pracowników został wyłożony na stół. Od maja do listopada 2016 trwała kampania społeczna „Praca? Lubię to!” organizowana przez uniwersytet SWPS i park technologiczny YouNick w Poznaniu.

Dlaczego obie te instytucje zajęły się tematem?

– W pracy spędzamy dużą część naszego życia. Wiele osób doświadcza w pewnym momencie wypalenia zawodowego, braku motywacji i zaangażowania. I wtedy nie wiadomo co dalej. Po raz pierwszy w Polsce tak głośno mówimy o tym, że warto lubić swoją pracę, jak ważne są oparte na wzajemnym szacunku, życzliwości i otwartości relacje pracodawca – pracownik i po co tworzyć przyjazne i innowacyjne miejsca pracy oraz jaki jest związek między zaangażowaniem pracowników a wynikami finansowymi firm. Zadowoleni ze swojej pracy, zaangażowani pracownicy są kluczem do wzrostu innowacyjności polskiej gospodarki. Konieczne są nowe wzorce dotyczące zarówno przestrzeni pracy, jak i sposobu traktowania personelu – mówi Beata Kiewisz, pomysłodawczyni kampanii.

„95% mojego kapitału odpływa drzwiami codziennie wieczorem. Moim zadaniem jest stworzyć takie środowisko pracy, które sprawi, że ci ludzie wrócą każdego ranka”. Jim Goodnight, Prezes SAS Institute

Jaka jest zależność między zaangażowaniem pracowników a wynikami ekonomicznymi przedsiębiorstwa? Oto, co pokazują badania przeprowadzone przez McKinsey zaprezentowane podczas kampanii:

• Lepsze osiągnięcia ogółem – 18%

• Mniejsze wypalenie – 125%

• Więcej poświęcenia dla firmy – 32%

• Więcej satysfakcji – 46%

Wniosek ogólny: wysoki poziom zaangażowania to więcej dobrowolnego wysiłku pracowników.

Z kolei w październiku 2016 roku odbyła się w Warszawie konferencja „Firma z duszą”, na której o tzw. turkusowych organizacjach rozmawiali m.in. profesor A. Blikle, profesor J. Hausner i wielu przedsiębiorców. Konferencja była zainspirowana publikacją Laloux. Podobnie jak bohaterowie jego badania, organizatorki obu wydarzeń nie znały się wcześniej. Były zachwycone odkryciem, że niezależnie, w różnych miejscach w Polsce promują te same wartości.

Co to są turkusowe organizacje?

To firmy z zespołowym podejmowaniem decyzji w sprawie podziału zadań, samoorganizujące się, w których często nie ma szefów, hierarchii, regulaminów, ocen pracowniczych, premii i sztucznych reguł. Są za to zespoły ludzi, którzy ze sobą współpracują w imię celu, dla którego się połączyły. Sami o wszystkim decydują. O terminach, budżetach, podziale zadań, łącznie z tym, ile zarabiają poszczególni członkowie zespołu. Brzmi jak utopia albo anarchia? Nic bardziej błędnego. To model pracy świadomych ludzi, którzy nie potrzebują kija i marchewki. Pracują, bo chcą coś zrobić i jednocześnie zarobić pieniądze. Te dwie motywacje są co najmniej równorzędne. Pierwsza często ważniejsza. Takie firmy istnieją, także w Polsce. Identyfikuje je prof. Blikle i opisuje na swoim blogu moznainaczej.com.pl. Nie nazywają siebie turkusowymi, często nie znają nawet takiego terminu. Wyróżnia je zaangażowanie, zadowolenie z pracy i z życia tworzących je ludzi.

Gość z niewyczerpanym pierwiastkiem pozytywnej naiwności

– Bardzo rzadko mówię autorytarnie, że coś ma być zrobione tak a tak – opowiada P. Strzelewicz.

– Takie zachowanie chyba podcinałoby skrzydła mojemu bardzo ambitnemu zespołowi. Staram się nie prezesować, bo siła leży w całym naszym zespole. Jestem po prostu gościem z niewyczerpanym pierwiastkiem pozytywnej naiwności. Jeśli postanowię stworzyć kostkę cyfrową, co będzie wymagało ode mnie zbudowania w ciągu roku czterdziesto-, pięćdziesięcioosobowego zespołu i znalezienia 20–30 mln zł na tę inwestycję, to nic mnie nie zatrzyma. Oczywiście nie czyimś kosztem. Mam nadzieję, że jest to inspirujące dla ludzi dookoła – mieć kogoś, kto nie zatrzymuje się nawet w obliczu problemów. Myślę, że to sprawia, że ludzie chcą ze mną pracować – opowiada bardzo zwyczajnie. – Wiesz? Trudno mi się o tym mówi. O wiele łatwiej mi się tak po prostu działa – dodaje.

arch. Q-workshop, Targi Lucca Comics & Games

– Jeździmy na targi po całym świecie: USA, Włochy, Australia, Ameryka Pd. Zawsze daję kilka dni wolnego pracownikom na zostanie w miejscu targów i pozwiedzanie. Bo co to by była za atrakcja pojechać na targi, np. do USA, spędzić cały dzień na stoisku i zupełnie nic nie zobaczyć? Jeśli wolne jest dłuższe, tak jak to będzie mieć miejsce wkrótce w Australii, pracownik finansuje pobyt częściowo ze swoich pieniędzy.

– Śpimy zawsze w porządnych hotelach. Na przykład dwa lata temu spaliśmy w pięknym starym zamczysku, w którym kiedyś stacjonował Napoleon. Śniadanie bajeczne, okoliczności przyrody cudowne. Wiesz… Oni tam sprzedają te kostki. Nieziemskie ilości, przez wiele godzin i widzą, jaką kasą obracamy. Więc nie zafunduję im hotelu za 10 Euro! Poza tym wrócą zmęczeni, będą ich bolały nogi i plecy, ale dzięki temu, że mają jednocześnie takie małe wakacje, wracają szczęśliwi. Mają być opaleni i wypoczęci. Dzięki temu nie mam problemu, gdy jest kolejna taka delegacja… Staram się też, żeby za każdym razem w tych wyjazdach uczestniczyli inni pracownicy, żeby każdy miał szansę.

Bardzo dobre warunki wyjazdów służbowych podkreśla też K. Brylczak.

– Co jeszcze jest ważne w zarządzaniu ludźmi? – pytam, zachwycona takim podejściem.

– Trzeba im ufać. Pracuję z rodziną i przyjaciółmi i ogólnie mam dobre doświadczenia łączenia relacji prywatnych i służbowych. To nie jest tak, że nigdy nie przejechałem się, ale w 4/5 przypadków zaufanie w pracy mi się sprawdza. Pamiętam też pewną sytuację wiele lat temu w firmie ojca, kiedy zaczęły znikać sprzęty. Okazało się, że wynosił je pracownik, ale ojciec nie stracił przez to wiary w ludzi. To jest przykład, że nawet jeśli na kimś się zawiedziemy, to nie znaczy, że następna osoba nie zasługuje na kredyt zaufania. Właściwie tego zaufania nauczył mnie ojciec, pozwalając mi prowadzić firmę w wieku 23 lat. Sam był doświadczonym przedsiębiorcą, ale nie wtrącał się. Wtedy czułem, że jest to ciężar. Trzeba było zakasać rękawy i ciężko pracować, bo mieliśmy trudną sytuację materialną. Nie było czasu, żeby to analizować, ale dzisiaj jestem rodzicom za to wdzięczny. Dzięki ich zaufaniu i temu, że to udźwignąłem, uwierzyłem w siebie jako lidera.

Poniedziałek nowym piątkiem

Zlokalizowana na Murawie Cognifide Polska, firma tworząca serwisy i portale internetowe dla wielu znanych światowych marek, jest kopalnią pomysłów, co zrobić, żeby zespołowi młodych ludzi dobrze się u nich pracowało. Wymyślili na przykład, że zamienią niesławną atmosferę poniedziałków w wyluzowaną atmosferę piątków. W jeden z takich poniedziałków witali pracowników jabłkami z inspirującymi hasłami, w inny na lustrach wypisano miłe cytaty, na przykład „Uśmiechnij się – jesteś piękna”. W jeszcze inny przyklejali sobie nawzajem miłe karteczki na biurka czy monitory. Celem było wywołać uśmiech kolegi czy koleżanki – mówi Magdalena Owsiana, Starszy specjalista ds. PR i Marketingu.

Żałuję, że nie mogłyśmy porozmawiać dłużej, bo lubię pomysły przełamujące stereotypy i znalazłabym w tej firmie dużo więcej inspiracji.

Oglądanie meczu w czasie pracy?

W ważnych momentach w wielkim Volkswagenie Poznań zatrzymuje się produkcję. Zrobiono tak również na czas meczu Polska – Niemcy w trakcie ostatnich Mistrzostw Europy w piłce nożnej.

arch. Volkswagen Poznań

– Na halę produkcyjną przyniesiono ławki i na telebimach załoga i zarząd wspólnie oglądali mecz. Przynieśli trąbki, szaliki, wymalowali flagi na twarzach. Atmosfera była niesamowita. A najbardziej wtedy, kiedy zarówno Polacy, jak i Niemcy stali podczas śpiewania obu hymnów. Nikt im tego nie kazał. Zrobili to sami, spontanicznie. Najbardziej charakterystyczny w Volkswagenie jest szacunek dla ludzi. W tamtym momencie to było bardzo widoczne – mówi poruszona Dagmara Prystacka, rzecznik Volkswagena. Przyznam, że i mnie przeszły ciarki, kiedy to usłyszałam.

Z kolei w Solarisie przesunięto godziny rozpoczęcia pracy zmian, tak aby panowie mogli wieczorem obejrzeć mecze.

Niedawno został otwarty kolejny zakład Volkswagena we Wrześni. Budowało go i pracowało przy jego rozruchu wielu pracowników z Poznania. Na uroczystość otwarcia zostało zaproszonych 1000 osób.

– Nie mogliśmy zaprosić wszystkich. To byłoby fizycznie niemożliwe. Dlatego znowu zatrzymaliśmy produkcję i zorganizowaliśmy transmisję na żywo, aby każdy pracownik mógł zobaczyć nasz nowy zakład. Pracownicy wrzesińskiej fabryki mogli przez dwa dni zwiedzać ją ze swoimi rodzinami. To frajda, szczególnie dla dzieci, bo na co dzień nie ma takiej możliwości – opowiada D. Prystacka.

Dlaczego ludzie chcą tu pracować?

Kiedy o to pytam, oprócz szacunku do ludzi, który często podkreśla, D. Prystacka wymienia pewność zatrudnienia i poczucie bezpieczeństwa wynikające z bardzo rzetelnej komunikacji.

– Jest taka zasada w Volkswagenie, że żadna informacja o firmie nie wyjdzie na zewnątrz Volkswagena, zanim nie przekażemy jej najpierw pracownikom. Żadnych niespodzianek, sensacji w gazetach, powodów do plotek. Ten sam szef, jasne cele i strategia na najbliższy rok. Wszystko jest przewidywalne. Ważne informacje zarząd przekazuje osobiście pracownikom na hali, osobno na każdej zmianie. Zebrania te trwają czasem nawet po trzy godziny. Pracownicy mają wtedy okazję zadać zarządowi wszystkie nurtujące ich pytania. Na bieżąco są informowani co tydzień przez swoich mistrzów produkcji, a raz na miesiąc wychodzi gazeta „Głos Volkswagen Poznań”.

arch. Volkswagen Poznań

D. Prystacka mówi z dumą, że mają bardzo niską, 1% rotację pracowników. Volkswagen bardzo dokładnie przeprowadza proces rekrutacji, długo podejmuje decyzje, ale kiedy już zatrudni pracownika, to chce zostać z nim do emerytury i wie, że musi w niego inwestować. Kiedy moja rozmówczyni przyszła do firmy, zaskoczyło ją to partnerskie podejście do pracownika. Nie czuła hierarchii i uważa, że pełni ona w firmie funkcję raczej porządkującą, a nie ograniczającą.

Z innych przykładów dbania o pracownika D. Prystacka wymienia przychodnię z lekarzem, rehabilitację czy siłownię działające na terenie zakładu. Od niedawna firma oferuje podstawowe pakiety medyczne dla każdego spośród 10 tysięcy pracowników! Kobiety w ciąży pracują po sześć godzin dziennie, ale otrzymują pełną pensję. Dostają również miejsce parkingowe obok swojego miejsca pracy, żeby nie musiały daleko chodzić, bo parkingi w Volkswagenie to prawdziwe hektary. Niby drobiazg, ale dla tej konkretnej osoby przez kilka miesięcy jest dużym ułatwieniem.

A jeśli ktoś chce rozwijać się poza granicami kraju, to również ma taką możliwość. Polacy pracują zarówno w centrali w Niemczech, jak i w odległym Meksyku.

Solange Olszewska także słynie z dbania o pracowników, ich rodziny, ale nie tylko. Dla dzieci pracowników wybudowała żłobek.

– To najpiękniejszy żłobek w Europie! – uważa jej synowa.

Jest położony obok zakładu, ale schowany w lasku. Dzieci hodują tam na przykład kury, żeby wiedziały, skąd się biorą jajka. Mają też plac zabaw, na którym nie mogło zabraknąć makiety ulicy i znaków drogowych. Bezpieczeństwo na drodze to jeden z naszych priorytetów. A dla dorosłych prowadzimy szkolenia z bezpiecznej jazdy, opowiada Olszewska w wywiadzie z Joanną Rubin w książce Twarze polskiego biznesu. Rozmowy „na kawie”.

S. Olszewska prowadzi również szeroką działalność społeczną. Wspiera dzieci pokrzywdzone przez los, opiekuje się niechcianymi zwierzętami i roślinami. Dlaczego to robi?

– Jestem w takim okresie życia, że przychodzę do firmy, już nie do pracy. Moim celem jest to, aby miejsce, które stworzyłam, jego filozofia działania przyczyniła się do budowy lepszego świata – wyjaśnia.

Pomagać sobie nawzajem, pomagać też innym

– Pamiętam, że na trzy tygodnie przed Świętami Bożego Narodzenia jednej z naszych pracownic spłonęła kuchnia. Jej koleżanka wysłała maila do kilku wybranych osób w firmie, proponując zbiórkę pieniędzy na pomoc. Wiadomość rozprzestrzeniła się do kolejnych osób. Pieniędzy zebrano tyle, że starczyło na remont generalny kuchni i odmalowanie mieszkania, a na końcu kilka osób przyszło pomóc jej posprzątać i święta udało się przygotować w nowej kuchni – opowiada D. Prystacka.

– Naszemu koledze poważnie zachorowało dziecko. Umożliwiliśmy mu bardzo indywidualny rozkład czasu pracy. Było dla nas naturalnym, że jego priorytetem jest rodzina. Dzieci naszych pracowników są dla nas ważne. Starsze często zgłaszają się na praktyki. Bardzo nas to cieszy, bo to znaczy, że w ich domach jesteśmy postrzegani jako dobra firma – mówi K. Brylczak. A dla młodszych organizujemy Mikołajki i Festyn Rodzinny.

Schattdecor wspiera również społeczność lokalną. Nie sponsoruje jednak biernie wydarzeń, ale aktywnie angażuje się w różne akcje. Na przykład współfinansuje Bieg Lwa w Tarnowie Podgórnym, w którym bardzo licznie uczestniczą pracownicy firmy. Wybrali tę imprezę dlatego, że działają na terenie właśnie tej gminy. Jednocześnie wspierają witalność zarówno swoich pracowników, jak i mieszkańców gminy. Nie będziemy sponsorować znanych drużyn piłkarskich, ale lokalny młodzieżowy klub sportowy tak – mówi K. Brylczak.

– Kiedyś poproszono nas o sfinansowanie remontu przedszkola. Zgodziliśmy się kupić farby i narzędzia, ale chcieliśmy, aby to rodzice dzieci je odmalowali. Tak właśnie chcemy działać: dajemy coś od siebie, ale chcemy zaangażować do aktywności innych ludzi – dodaje.

Dlaczego?

Po pierwsze, ludzie, którzy pracują w optymalnych warunkach, są bardziej pomysłowi i kreatywni. Zbadaliśmy i zmierzyliśmy, że tak jest i przynosi to realne korzyści firmie. Po drugie tak jest po prostu sensowniej. Wprawdzie trudniej jest wdrożyć się w pracę w firmie, gdzie jest autonomia, ale jeśli ludzie wykorzystują swój potencjał, rozkwitają – podkreśla M. Łaciak z Phoenix Contact. Dobra praca leczy. Pomaga nawet przejść przez trudne okresy w życiu, jakie czasem każdemu z nas się zdarzają. Wszystkim jest łatwiej – podsumowuje moje rozmowy.

Dziękuję Joannie Rubin, autorce książki Twarze polskiego biznesu. Rozmowy „na kawie” za spotkanie i miły prezent, jakim okazała się jej książka. O tym, że Solange Olszewska dba o swoich pracowników, wiem, bo jestem Poznanianką. Ale wszystkie wypowiedzi pani Olszewskiej pochodzą z wywiadu, który przeprowadziła Joanna. Również niektóre informacje o profesorze A. Blikle.

Tekst powstał w ramach projektu realizowanego na zlecenie samorządu Województwa Wielkopolskiego w Szkole Reportażu w Maszynie do Pisania (www.maszynadopisania.pl).

Zaczynaj od DLACZEGO

Follow my blog with Bloglovin

Dzisiaj trudno byłoby wskazać produkt lub usługę, których nie można kupić w kilku różnych miejscach za mniej więcej taką samą cenę i na zbliżonym poziomie jakościowym. Korzyści z pierwszeństwa na rynku udaje się czerpać najwyżej przez kilka miesięcy. Jeśli wejdziemy z czymś naprawdę nowym, wkrótce ktoś inny wprowadzi taki sam towar lub nawet lepszy.

Gdyby jednak spytać przedsiębiorców dlaczego ich klienci są ich klientami, większość powie, że to kwestia jakości, bogatej oferty, cen, fachowej obsługi. Sęk w tym, że tak mówi każdy. Dlatego obecnie i w przyszłości ludzie coraz bardziej będą kupować nie to CO robisz, lecz DLACZEGO to robisz. Zamiast pytać: CO należy zrobić, aby wygrać z konkurencją, należy zapytać DLACZEGO zaczęliśmy robić to co robimy i na tej bazie odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynku. DLACZEGO powinno być w centrum każdego przedsięwzięcia i każdej decyzji.

(…)

Ciąg dalszy wkrótce, ale w międzyczasie możesz obejrzeć dlaczego warto zaczynać od DLACZEGO. Wykład „Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania” jest jednym z 20 najbardziej popularnych wykładów w serwisie ted.com i jednym z moich najbardziej ulubionych. Znajdziesz go tutaj. Napisy w j. polskim do wyboru w Subtitles.

Źródło: Zaczynaj od dlaczego. Jak wielcy liderzy inspirują innych do działania, Simon Sinek, wyd. Helion (www.onepress.pl), 2013

Moje DLACZEGO

Follow my blog with Bloglovin

otwarte drzwi cytat billy cox

 

Kilka lat temu w korporacji, w której pracowałam ogłoszono zwolnienia grupowe. Zwolnionych miało być kilkaset osób, a proces ten miał trwać cały rok. Mieliśmy do zrealizowania swoje budżety, a informacja o zwolnieniach sprawiła, że pracowaliśmy pod jeszcze większą presją. Ponieważ pisano o tym w prasie, pytania o zwolnienia i o atmosferę w firmie były częścią niemal każdego spotkania z klientami. Na jednym z takich spotkań mój klient, przedsiębiorca, podzielił się ze mną swoją historią zwolnienia z pracy.

Był wysoko wykwalifikowanym inżynierem, który po zwolnieniu musiał przyjąć pracę mocno poniżej swoich kwalifikacji z powodu konieczności spłacania kredytu na dom. Jednak z czasem w nowym miejscu udowodnił swoją wartość i awansował. Dzięki poznaniu nowej branży i nawiązaniu dobrych kontaktów z ludźmi założył kilka lat później własną firmę. Poznałam tę firmę i mogę powiedzieć, że było to modelowo rozwijające się przedsiębiorstwo. Historia tego człowieka miała jeszcze jeden niespodziewany finał w postaci zakochania się w pani menedżer i późniejszym założeniu z nią rodziny.

Wysłuchałam jej wtedy z wypiekami na twarzy i przypomniałam sobie stare przysłowie, że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Po powrocie ze spotkania opowiedziałam ją w swoim zespole. Historia ta zrobiła wrażenie na wszystkich i mocno nas wtedy pokrzepiła. W kolejnych tygodniach opowiedziałam ją jeszcze kilku innym osobom, za każdym razem czując wielką ekscytację. Żyłam tą historią!

Minęło kilka miesięcy. Któregoś razu znalazłam szkolenie o rozwijaniu swoich talentów i poczułam, że bardzo chcę na nie pojechać. Było w Warszawie i nie było tanie, dlatego przymierzałam się do niego przez dłuższy czas. Moja rodzina powiedziałaby „fanaberia”. Aż pewnego dnia podjęłam decyzję, pojechałam i … usłyszałam tam kolejną niesamowitą historię. Przeczytasz ją tutaj. Nie wiem kiedy dokładnie to się stało, ale z tych dwóch ziarenek wrzuconych w moje serce wyrosło olbrzymie pragnienie poszukania więcej takich historii, aby dodać odwagi i zainspirować siebie i innych. Bo skoro ja radziłam sobie z widmem zwolnienia słabo, choć oczywiście starałam się tego nie okazywać, to pomyślałam sobie, że i inni ludzie w takiej sytuacji mogą czuć się podobnie.

Postanowiłam, że zbiorę w książkę historie o mocnych zwrotach w karierze. Długo szukałam pomysłu jaki mogłaby nosić tytuł, aż pewnego dnia znalazłam można.pl, które było na sprzedaż. Poczułam, że czekało właśnie na mnie, a wraz z tą nazwą zrodziło się we mnie kolejne wielkie pragnienie stworzenia w internecie miejsca, gdzie będę się dzielić z wami pozytywnymi historiami. Historiami o ciekawych zwrotach w karierze, zwrotach w biznesie i w ogóle o dobrych praktykach zawodowo-biznesowych. Pomagam takie pozytywne zmiany wprowadzać w życie jako coach i konsultant.

Nigdy nie mogłam nadziwić się dlaczego wiadomości, które serwują nam media dotyczą w większości informacji negatywnych. To przekłada się potem na inne obszary naszego życia. Jak więc mamy być efektywni w pracy, w domu? Jak mamy być szczęśliwi? Mam w sobie dużą niezgodę na zwracanie naszej uwagi na negatywne wiadomości. Dlatego postanowiłam dzielić się wiadomościami pozytywnymi i mam nadzieję zarażać tą ideą kolejne osoby. Chcę, aby ta strona była dla was inspiracją o tym, że można. Można w Polsce, można.pl 🙂